Wietnam postanowiliśmy zwiedzić w okresie wakacyjnym – przełom sierpnia i września. Jako że kraj ten jest rozciągnięty na dosyć dużej powierzchni, występują tu dwie strefy klimatyczne – północ cechują 4 pory roku, podobnie jak w Polsce, natomiast południe ma już tylko dwie pory: deszczową i suchą. W okresie kiedy my jechaliśmy, na południu była właśnie pora deszczowa i wiele przewodników odradzało ten okres na zwiedzanie południa. Znaleźliśmy jednak także odmienne opinie – jeśli chce się ujrzeć południe, a w szczególności Deltę Mekongu w pełnej krasie, to właśnie najlepiej pojechać w porze deszczowej, kiedy rzeki pełne są wody, a nawet występują podtopienia. Jest to też okres największej obfitości owoców. I nie żałowaliśmy naszej decyzji, gdyż przez całe 3 dni jakie byliśmy na południu, deszcz praktycznie nie padał w ogóle, poza jedną krótką burzą.

Wietnam Południowy

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od stolicy Wietnamu południowego, miejscowości Ho Chi Minh (HCMC), dawny Sajgon. Ze względu na fakt, że mieliśmy relatywnie mało czasu, zdecydowaliśmy się na hotel w sercu tej metropolii, czyli w District 1. To ma swoje plusy i minusy, gdyż wieczorem i w nocy jest w okolicy dosyć gwarno, ale niezaprzeczalnym plusem jest bliskość wszelkich atrakcji i możliwość bezpośredniego obserwowania życia nocnego, a jest co oglądać…

HCMC to miasto bardzo rozrywkowe z widocznym wpływem amerykańskiego stylu życia zaszczepionego tu za czasów wojny wietnamskiej – to tutaj mieściły się główne bazy wojsk amerykańskich. Setki barów i dyskotek z muzyką na żywo i uwielbianym przez Wietnamczyków karaoke, pozostawiają niezapomniane wrażenia.

My zatrzymaliśmy się w hotelu Rosabela (196 Bui Vien, District 1, Ho Chi Minh). Hotel bardzo ładny i czysty, tylko pokoje, jak na 4 osobową rodzinę troszeczkę mogły by być większe. Ulica Bui Vien jest natomiast jedną z bardziej gwarnych w okolicy, więc nie mieliśmy problemu, aby zaraz po wyjściu z hotelu znaleźć restaurację czy bar z piwem. No i zupa Pho…o której tyle słyszeliśmy przed wyjazdem. Pierwszą skosztowaliśmy właśnie w HCMC w małej restauracji Gumb’s przy 28/2 Do Quang Dau i nie wiem, czy to efekt, że była pierwsza, czy po prostu była tak doskonała, ale do końca wyjazdu pozostało w nas wrażenie, że już lepszej nie jedliśmy. A jedliśmy tę zupę codziennie. Zwiedzanie HCMC nie zajmie zbyt dużo czasu i jeśli mieszka się w Dystrykcie 1, można to z łatwością zrobić na piechotę zwiedzając między innymi słynną sajgońską katedrę Notre Dame i kolonialny budynek poczty, znajdujący się przy tym samym placu.

Ale to co najciekawsze znajduje się poza HCMC. My ze względu na ograniczenia czasowe wybraliśmy 2 atrakcje: tunele Cu Chi oraz dwudniową wycieczkę po Delcie Mekongu.

Tunele Cu Chi zwiedzaliśmy z bardzo znanym w Wietnamie biurem podróży The Sinh Tourist (dawniej zwanym The Sing Cafe). Mieli zdecydowanie najniższe ceny i za kwotę 10 USD/osobę (bez biletu wstępu do tuneli, który wynosi 110.000 VND od osoby dorosłej, czyli kolejne 10 USD) oferowali półdniową wycieczkę do tuneli, podczas gdy inni operatorzy, za podobną usługę chcieli nawet do 70 USD/osobę. Z wycieczki byliśmy bardzo zadowoleni – czysty, klimatyzowany autokar zawiózł nas na miejsce, a przewodnik dobrą angielszczyzną opowiedział całą historię wojny wietnamskiej oraz okoliczności budowy tych tuneli.

Delta Mekongu – tutaj zdecydowanie polecamy wycieczkę co najmniej 2 dniową. A to ze względu na „floating markets”, czyli pływające targi. Ale uwaga, bo aby w pełni ich doświadczyć, należy być na nich około 6:00 rano, czyli wypłynięcie z miejscowości ok. 5:00. Tylko wtedy zobaczymy je w pełnej krasie, czyli dużo łodzi, różnorodny towar i kupcy dokonujący transakcji. Po godz. 9:00 pozostają już w zasadzie tylko łodzie hurtowników, którzy śpią na nich zakotwiczeni w tym miejscu, a targu jako takiego już nie ma. To ważne, gdyż większość oferowanych w HCMC dwudniowych wycieczek nie uwzględnia tego w harmonogramie i floating markets się odwiedza ale ok. 10:00, co gubi sens. Dlatego też my wyjazd w Deltę Mekongu zorganizowaliśmy sami – autobus z HCMC do Can Tho i z lokalnym biurem podróży 2 wycieczki po delcie Mekongu, w tym ta na floating market startująca z Can Tho o godz. 5:00 rano. Wyjazd do Can Tho jest o tyle polecany, że jest to ładna miejscowość i floating markets, które są w pobliżu należą do największych i najciekawszych w całej Delcie Mekongu. Z czystym sumieniem może polecić biuro organizujące wycieczki – Canthotourist (adres: 50, Hai Ba Trung, Tan An, Ninh Kieu, Can Tho; (+84) 7103 827 674; (+84) 7103 822 719). Mają świetne ceny, profesjonalnych przewodników i wszystko jest dopięte na ostatni guzik. My wykupiliśmy 2 wycieczki o kodach SB4.2 i B2 i za całość zapłaciliśmy ok. 2.000.000,00 VND, czyli ok. 360 zł za 4 osobową rodzinę, gdzie pierwsza wycieczka trwała 3h, a druga ponad 6h. Wycieczka B2 obejmuje w swoim zakresie przede wszystkim floating markets i to 2 – hurtowy (Phong Dien) i detaliczny (Cai Rang), dlatego też początek wycieczki jest tak wcześnie, aby zdążyć na oba markety podczas godzin funkcjonowania. Widok świetny – dziesiątki kolorowych łodzi w różnymi artykułami na środku rzeki i osoby podpływające do nich w swych łodziach i dokonujące zakupów. W drodze powrotnej wycieczka obejmowała spacer po polach ryżowych i plantacjach bananowców i przeróżnych lokalnych owoców, a także lunch w lokalnej restauracji i urokliwy spływ małym kanałem otoczonym palmami i bananowcami. Tego typu wycieczka powinna się znaleźć w harmonogramie każdego kto wybiera się w Deltę Mekongu ! Z kolei wycieczkę SB 4.2 można byłoby sobie odpuścić, bo nie wnosi dużo nowego w stosunku do B2, a wizyta w lokalnej cegielni nie jest znowu aż taką atrakcją – przynajmniej dla nas. Przestrzegamy natomiast przed korzystaniem z linii autobusowej Hoang Long – my kupiliśmy u nich bilety na sleeping bus (trasa trwa 5h) z HCMC do Can Tho i z powrotem i był to serial kompletnych pomyłek. Zaczynając od tego, że mailowo podali nam zły adres odjazdu autobusu z HCMC – przyjechaliśmy na miejsce taksówką, a tam nie było nic co wskazywałoby, że jakikolwiek autobus się tam zatrzyma, nikt w okolicy nie mówił po angielsku i gdyby nie przypadkowy przechodzień, który znał angielski, pewnie byśmy tam już zostali. Pomógł nam i zadzwonił do firmy Hoan Long i ci podali inny adres. Na szczęście byliśmy tam na tyle wcześnie, że zdążyliśmy wziąć kolejną taksówkę (tak a propos to w całym Wietnamie polecamy korzystać z korporacji Vinasun – są chyba najbardziej uczciwi i mają dobre ceny. Warto też na znane trasy ustalić stałą kwotę przed kursem) i dojechać na nowe miejsce, które okazało się zajezdnią autobusową firmy Hoang Long. Niestety nikt tam nie mówił po angielsku, co jak na firmę oferującą przewozy po całym Wietnamie, było sporym niemiłym zaskoczeniem. Nasz autobus przyjechał z godzinnym opóźnieniem i byłoby to nawet OK, gdyby nie to że autobus był stary i w fatalnym stanie technicznym, a jak weszliśmy do środka, to bardziej brudnego autobusu do tej pory nie widzieliśmy. Kierowca jechał jak szalony i na każdej nierówności, a jest ich w Wietnamie co niemiara, prawie wylatywaliśmy z naszych łóżek pod sufit. O spaniu więc nie  było co marzyć w tym sleeping busie. Ale to dopiero początek, bo po ok. 1,5h autobus się zepsuł i byliśmy zmuszeni przesiąść się do przypadkiem zatrzymanego lokalnego busa jadącego do Can Tho – plus taki, że kierowca autobusa po porozumieniu z kierownictwem, poczuł się w obowiązku i zapłacił za naszą dalszą trasę nowym busikiem, w którym spędziliśmy niezapomniane kolejne 4h do Can Tho, bo z nogami podkurczonymi ze względu na brak miejsca w po brzegi wypełnionym busiku, który pozwolił nam na poznanie lokalnych środków transportu – stawał na postoje co godzinę, co chwilę ktoś wchodził i coś sprzedawał, etc. To było swoją drogą bardzo ciekawe przeżycie…. Droga powrotna z Hoang Long do HCMC też pełna była wrażeń. Rozpoczęła się standardowo od błędnego adresu odjazdu autobus i tym razem to już ledwo zdążyliśmy na niego. A na koniec kierowca nie planował się zatrzymać w HCMC, chociaż tak mieliśmy kupione bilety (autobus jechał chyba na samą północ do Hanoi) i gdyby nie fakt, że na Google maps sprawdzaliśmy aktualne położenie, to pewnie wylądowalibyśmy gdzieś w połowie Wietnamu. Jak zauważyliśmy, że obwodnicą mija miasto i zaraz wyjedzie poza, podeszliśmy do kierowcy mówiąc mu, że my do HCMC, po czym on zatrzymał się po prostu na środku trzypasmowej obwodnicy miasta i wysadził nas w deszczu o godz. 22:00…. Na szczęście po dotarciu na pobocze, z pobliskiego domu wyszedł człowiek, który pomógł nam zamówić taksówkę, bo na złapanie z ulicy nie było szans.

Wietnam środkowy.

Z Ho Chi Minh przelecieliśmy do miejscowości Da Nang, słynnej z plaży China Beach rozsławionej amerykańskim serialem o wojnie wietnamskiej SWAT. W Da Nang spędziliśmy tylko jeden dzień i jedną noc i jak sama miejscowość jest dosyć ładna i nowoczesna, to plaża nie zrobiła na nas większego znaczenia – otoczona wieżowcami i bez specjalnego klimatu. Na dłuższy odpoczynek zatrzymaliśmy się w miejscowości Hoi An, a w zasadzie na wybrzeżu sąsiadującym z Hoi An. I to był strzał w dziesiątkę, bo plaża i morze było tu świetne. Polecamy hotel Muong Thanh Holiday, bo posiada własną ładną plaże z leżakami i parasolami, a do miasta kursowały darmowe hotelowe busiki kilka razy dziennie. Plaża publiczna jest otoczona pięknymi palmami i jest bardzo urokliwa z brzegu, jednak sama plaża jest wyłożona wielkimi workami z pisakiem, aby zapobiec niszczeniu jej prze morze i tym samym zejście do morza nie jest już tak komfortowe jak możnaby oczekiwać. Tutaj też znajdują się wyśmienite restauracje nad samym brzegiem morza – szczególnie polecamy pierwszą od miasta (niestety nie pamiętam nazwy), gdzie kurczak z trawą ryżową jest po prostu wyśmienity. Ale specjalizacją tych restauracji, a jest ich w szeregu ok kilkunastu jedna obok drugiej, są świeże owoce morza i w dobrych cenach można zjeść dosłownie wszystko – małże, ostrygi, krewetki, kraby, homary, etc. Stołowaliśmy się tutaj codziennie.

Hoi An to miejscowość kultowa, szczególnie dla Polaków, gdyż wizytówką i najważniejszą w historii osobą dla tego miasta jest Polak – Kazimierz Kwiatkowski, który uratował to miasto przed zburzeniem, kiedy to władze komunistyczne po wojnie wietnamskiej planowały wyburzyć całą starówkę i w jej miejsce zbudować bloki mieszkalne. Sprzeciwił się tej koncepcji właśnie Kwiatkowski, popularnie znany tu jako Kazik, który w pobliskim My Son pracował jako konserwator zabytków. Dzięki jego wysiłkom, udało się zmienić decyzję władz, odrestaurować starówkę i ostatecznie wpisać na listę zabytków światowego dziedzictwa kultury UNESCO. Teraz jest to najpiękniejsze miasto Wietnamu, a Kwiatkowskiemu mieszkańcy wystawili okazały pomnik w samym centrum starówki. Do Hoi An warto przyjechać o każdej porze, miasto jest piękne zarówno w dzień, ujmując kolorowymi łodziami zacumowanymi do brzegu oraz wąskimi uliczkami z restauracjami i sklepikami, ale wizyta wieczorem daje dopiero pełnię wrażeń, bo Ho An to miasto lampionów, których są tu tysiące, przepięknie rozświetlając uliczki i mosty.

Wietnam Północny

Wietnam Północny to chyba najczęściej odwiedzana część tego kraju, ze względu na liczne atrakcje turystyczne, centrycznie rozlokowane wokół stolicy Hanoi.

Hanoi – stolica i zarazem piękne miasto. Szczególnie dzielnice Old District i French District. Jeśli ktoś planuje nocleg, to polecamy te właśnie dzielnice, bo wszystkie atrakcje miasta będą dostępne na piechotę. Minusem jest fakt, że nie znajdziemy tutaj hoteli z basenami, a te przy temperaturach powyżej 30st i wilgotności zbliżającej się do 100% byłyby wielkim wybawieniem. Większość tutejszych hoteli, oprócz noclegu oferuje pełną obsługę turystyczną wraz z kupnem biletów autobusowych, na pociąg, a także wyjazdów na wszystkie atrakcje turystyczne  okolicy – Ha Long, Tam Coc, Sapa, etc. My na podstawie opinii z Booking.com zatrzymaliśmy się w hotelu Splendid Star Boutique Hotel przy ul. 19 Au Trieu (www.splendidstarhotel.com, mail: sales@splendidstarhotel.com, tel: +84-4-3938 1621), położonym w samym sercu Starej Dzielnicy, na tyłach katedry Św. Józefa, wzorowanej na paryskiej Notre Dame i w odległości dosłownie 300 m od jeziora Hoan Kiem. I był to strzał w dziesiątkę – najlepszy hotel i obsługa podczas naszej całej podróży po Wietnamie – szczególne podziękowania dla przesympatycznej i bardzo pomocnej Hannah ! Pomogli nam logistycznie dopiąć większość podróży po północnym Wietnamie – Tom Coc, Ha Long, pociąg do Sapa, oferując przy tym ceny niższe niż gdybyśmy to sami organizowali przez internet. Wszystko co przez nich organizowaliśmy było najwyższej jakości, a sam hotel troszczył się o dopięcie wszystkich szczegółów. Polecamy więc wszystkim zatrzymanie się w tym hotelu jak też skorzystanie z ich oferty turystycznej.

Old District to urokliwe centrum Hanoi. Klimat kupieckich uliczek pozostał niezmienny od lat. Każda z uliczek ma swe dedykowane artykuły, które się na niej sprzedaje, a lokalne mapy turystyczne wskazują na szlak oprowadzający po tych najciekawszych i najbarwniejszych zakątkach dzielnicy. Wszędzie tłumy zarówno pieszych, jak i samochodów i motocykli. Pieszy nie ma łatwego życia. Na światła nie ma co za bardzo zwracać uwagę, bo rzadko kto je przestrzega. Przy przechodzeniu na drugą stronę ulicy panuje żelazna zasada: obierz punkt po drugiej stronie i zdecydowanym, wolnym krokiem idź bez zatrzymania – motocykliści i samochody Cię ominą. Jeśli jednak przyspieszysz lub się zatrzymasz, masz spore szanse, że ktoś Cię rozjedzie. Na początku mieliśmy z tą zasadą pewien problem, ale po kilku dniach w Wietnamie przyjęliśmy ją w pełni i działa ! warto się udać do Hoa Lao zwanego potocznie Hanoi Hilton, czyli więzienia pamiętającego czasy kolonizacji francuskiej oraz wojny wietnamskiej. Do ciekawostek należy fakt, że był tu podczas wojny więziony amerykański pilot, a następnie kandydat na prezydenta Stanów Zjednoczonych – John McCain. Najciekawszy jest jednak sposób w jaki władze pokazały historię – okrutne tortury Wietnamczyków za czasów kolonizacji francuskiej i wręcz sanatoryjne warunki dla żołnierzy amerykańskich podczas wojny – na zdjęciach widać jak grają w siatkówkę, dostają prezenty, mają regularne badania lekarskie, etc. Punktem obowiązkowym Hanoi jest oczywiście jezioro Hoan Kiem z Nefrytową Świątynią na środku. Warto się tutaj wybrać wczesnym rankiem i zobaczyć jak aktywnie Wietnamczycy rozpoczynają dni – mnóstwo lekcji Tai Chi, kursów tańca, graczy badmintona i Quacao.

Ze Old District bezpośrednio graniczy Dzielnica francuska i tutaj tez warto się udać, bo wygląda zupełnie inaczej – szerokie ulice i chodniki, zadbane otoczenie i wiele pięknych budynków, w tym gmach Opery.

Zatoka Ha Long, to oczywiście miejsce, którego nie może zabraknąć na naszej liście jeśli wybieramy się do Wietnamu Północnego. Wpisana od 1994 roku na listę UNESCO, po prostu zapiera dech w piersiach. Pionowe skały i wyspy wystające prosto z morza, wśród których wiją się lokalne stateczki z turystami. Wysp jest łącznie 1969 i tworzą nieprawdopodobny krajobraz. Jest to jedna z głównych atrakcji turystycznych Wietnamu i tym samym trochę „rozdeptana” przez turystów – każdego dnia z portu wypływa 300 statków z turystami. Wycieczki są różne od kilkugodzinnych po kilkudniowe. My przed wyjazdem dowiedzieliśmy się, że minimum należy wykupić wycieczkę 2 dniową z noclegiem w zatoce. Tak też zrobiliśmy i nie żałujemy. Jest to impreza raczej droga, bo za 2 dniową wycieczkę należy liczyć od 85 do 130 USD/osobę. My płaciliśmy 110 USD/osobę i cena obejmowała pełne wyżywienie, nocleg, wycieczkę do jaskini, pływanie kajakami oraz wizytę na farmie pereł. Podobno nie warto brać tych najtańszych, gdyż standard jest dosyć niski. Cena nie obejmuje napojów, które na statkach są kilkukrotnie droższe niż w najdroższych restauracjach na lądzie, ale do ciekawostek należy zaliczyć, że jak statki zacumują na nocleg, to podpływają do nich na łódkach lokalni rybacy i oferują po „normalnych cenach” praktycznie wszystko, od Coca Coli, po wódkę i zimne piwo, a załogi statków nie robią problemów pasażerom zaopatrującym się w ten sposób.

Po Ha Long, postanowiliśmy odpocząć 3 dni na pobliskiej wyspie Cat Ba, będącej także parkiem narodowym. Wyspa ma niesamowity klimat, gdyż jest górzysta i w całości porośnięta bujną dżunglą, widokowo przypominająca klimaty z filmu Park Jurajski. Sama miejscowość Cat Ba nie jest zbyt ciekawa i mocno nas zaskoczył jej charakter, gdyż przed udaniem się tam mieliśmy informację, że to główne miejsce wypoczynku dla mieszkańców Hanoi, a na miejscu nie zaobserwowaliśmy ani zbyt dużej liczby turystów, ani zbytnio rozbudowanej infrastruktury turystycznej. My zatrzymaliśmy się w Cat Ba Beach Resort (Adres: Cat Co Beach, Cat Ba, tel. +84 31 3888 686), przepięknie położonym resorcie na samej plaży. Miejscówka świetna – czyste i piękne może i plaża, ośrodek sam w sobie bardzo zadbany, czysty i ciekawie zlokalizowany. Domki bardzo ciasne, ale będąc tam spędza się czas na dworze, a nie w bungalowach. Widać, że ośrodek jest w trakcie remontu i stare bungalowy są zastępowane nowymi, ładnymi domkami, ale pozostawiając klimat jak na Malediwach. Na ośrodku jest też sauna i restauracja z bardzo dobrym i zaskakująco tanimi daniami. Do miasteczka na piechotę jest 10 min, ale ośrodek organizuje darmowy transport dla przyjeżdżających i odjeżdżających klientów. Z Cat Ba do Hanoi można się dostać na wiele sposobów, my wybraliśmy po raz kolejny przejazd z firmą Hoang Long, ale tutaj serwis był dużo wyższej jakości niż w HCMC i do Hanoi dotarliśmy po 6h jazdy i 4 przesiadkach, w tym część trasy pokonując wodolotem należącym też do Hoang Long.

Kolejny etap naszej podróży to nocny pociąg do Sapa. Bilety zorganizował nam hotel Splendid Star w cenie 28 USD/osobę w jedną stronę. To bardzo interesujący sposób podróży do Sapa, bo pociąg jedzie praktycznie całą noc (od 22-ej do 5-tej rano), przedziały są czyste i łóżka wygodne, więc sam w sobie stanowi ciekawą przygodę. Alternatywą jest przejazd autobusem, gdyż niedawno otwarto autostradę Hanoi – Sapa i przejazd podobno jest dużo szybszy i bardziej komfortowy. Nam jednak w pociągu się bardzo podobało. Pociąg dojeżdża do miejscowości Lao Cai, skąd należy się busem dostać do Sapa, oddalonego o ok 50 min jazdy. Najdroższy sposób na dostanie się do Sapa to zamówienie transportu z hotelu. Dużo taniej można to zrobić bezpośrednio na dworcu w Lao Cai gdzie swe usługi oferuje mnóstwo kierowców busów – cenę należy uzgodnić przed wyjazdem i może to być ok 50.000,00 VND (ok. 9 zł) lub autobusem rejsowym który jeździ co 20 min i bilet kosztuje 35.000,00 VND. 

Sapa ze swoimi widokami, wodospadami, lokalnymi wioskami i tarasami pól ryżowych, to także miejsce, które nie można pominąć jadąc do Wietnamu. To wybudowany przez Francuzów kurort górski położony na wysokości 1600 m n.p.m. Sapa ma bardzo wiele do zaoferowania turystom, więc polecamy przyjazd tu na co najmniej 3 dni, a i 2 tygodnie można tu ciekawie spędzić. Miasteczko jest bardzo urokliwe o ładnej zabudowie i w miarę czystych ulicach – trochę nawet mało wietnamskie pod tym względem. My zatrzymaliśmy się w świetnym hotelu Sapa Centre Hotel (10&12, Cau May, www.sapacentrehotel.com, info@sapacentrehotel.com, tel. 0203.872.881) dosłownie w samym centrum. Wybraliśmy go na podstawie opinii na Booking.com i po raz kolejny nie pomyliliśmy się. Czyste, przestronne pokoje, świetna i pomocna obsługa i możliwość wykupienia ciekawych wycieczek po okolicy organizowanych przez sam hotel w cenach niższych niż w konkurencyjnych biurach. My skorzystaliśmy z dwóch – wyjazdu na zwiedzanie odległych o kilkanaście kilometrów od Sapa wodospadów (Love i Silver) oraz wycieczkę 6 godzinną z przewodnikiem po pobliskiej dolinie. Byliśmy bardzo zadowoleni z obu wycieczek. Przewodnik poprowadził nas trasą z przepięknymi widokami na tarasy pól ryżowych i przekazał wiele informacji o lokalnych plemionach, tradycjach plemiennych i ciekawostek z życia w tych okolicach. Samemu w pierwszy dzień przyjazdu wybraliśmy się do graniczącej z Sapa wioski Cat Cat.

Ostatnią atrakcją Wietnamu był całodniowy wyjazd na oddalone o ok. 200 km od Hanoi Tom Coc. To tzw Ha Long na lądzie, czyli piękne, skaliste góry wyrastające z pól ryżowych. Wśród nich wije się leniwie rzeczka, którą gondolierzy organizują spływy łodziami – główna atrakcja Tom Coc. Rzeka meandruje wśród skał dostarczając turystom przepięknych widoków, a 3 razy na swej trasie wpływa w skały i jaskinią przeprawia na drugą stronę góry.

 

Informacje praktyczne:

  1. Wietnam jest bardzo bezpiecznym krajem – praktycznie nigdzie nie ma miejsc zakazanych. Czuliśmy się bardzo bezpiecznie wszędzie gdzie byliśmy.
  2. Do Wietnamu warto wziąć dolary i wymieniać je w kantorach. Najlepszy kurs widzieliśmy na lotnisku w Ho Chi Minh zaraz po przylocie
  3. Jedzenie jest świetne wszędzie – nie należy się obawiać nawet mniej czysto wyglądających restauracyjek czy jedzenia ulicznego – tam często są najlepsze potrawy
  4. Ceny są dużo niższe niż w Polsce, ale to już nie ten czas że je się za grosze jak opisuje wiele przewodników o Wietnamie. Zupa Pho to wydatek ok. 45-60 tys. VND (9-10 zł), drugie danie to 80-120 tysięcy VND (16-20 zł), piwo w restauracji 15-30 tys VND (2,5-5 zł) - co ciekawe to takie same ceny w większości sklepów, lokalne wino to 100-200 tys VND (18-36 zł). Tania jest wódka ryżowa – za 0,7 litra w sklepie płaci się ok 50 tys VND (9zł)
  5. W taksówkach, jeśli tylko się da to należy ustalać cenę stałą za kurs. Wietnamczycy mają tendencję do naciągania.
  6. Sleeping bus to dobre rozwiązanie dla osób akceptujących gorsze warunki kosztem niskiej ceny. Jest bardzo wiele firm organizujących taką formę przemieszczania i można kupić tzw. otwarte bilety i zjeździć nimi cały Wietnam, płacąc za jednym razem za transport i nocleg. Jeśli oczywiście uda się zasnąć. Zdecydowanie nie polecamy dla osób z małymi dziećmi, bo jest to dosyć męczące.
  7. Tanim rozwiązaniem jest podróżowanie samolotami po Wietnamie, co przy odległościach między poszczególnymi miastami ma istotne znaczenie. My korzystaliśmy z tanich przewoźników Jest Star i Viet Jet. Zdecydowanie odradzamy tych drugich – często zdarzają się opóźnienia, zmiany rejsów (w tym na lot o 8h wcześniejszy – sic ! bo na wybrany nie było tylu pasażerów aby zapełnić samolot) a my jak kupowaliśmy bilety, to na ich stronie zostaliśmy wprowadzeni opisami w błąd, że cena obejmuje bagaż nadawany i po przybyciu na lotnisko musieliśmy dodatkowo go wykupić po cenach dużo wyższych. Jet Star był bardzo OK.
  8. Należy z każdą rzeczą szukać alternatyw cenowych, bo ceny za tę samą usługę mogą się różnić o wiele procent między różnymi operatorami – nasz przykład z tuneli Cu Chi, gdzie to samo można było kupić za 20 USD i 70 USD. Warto tutaj skorzystać z lokalnego partnera, tak jak my zrobiliśmy z hotelem Splendid Star z Hanoi, który za nas wykupił wycieczki i bilety na pociąg  w lepszych cenach niż zrobilibyśmy to sami.
  9. Dla osób młodych i podróżujących bez dzieci, Wietnam oferuje mnóstwo noclegów w hostelach, gdzie cena za łóżko waha się ok. 6 USD za noc
  10. Wietnam jest łatwy do zorganizowania trasy samemu, gdyż prawie wszystko da się załatwić przez internet przed wylotem, a na miejscu wi-fi jest bardzo powszechne.

Wietnam

Galeria

Zdjęcia mogą być objęte prawami autorskimi, a pochodzą z następujących źródeł:

Archiwum Własne

Zapisz jako pdf
Poleć znajomemu
Drukuj
Subskrybuj rss